


Władza ma swoje smaczki. Dzień bez poniżenia staruszka, to dzień stracony. No i ludziom jakoś lepiej od razu, jak widzą władzę w akcji.
Piątek, 4 sierpnia 2006, godz. 9.10 - 9.35, trasa wylotowa z Augustowa do Suwałk, przy hotelu “Krechowiak”.



Władza ma swoje smaczki. Dzień bez poniżenia staruszka, to dzień stracony. No i ludziom jakoś lepiej od razu, jak widzą władzę w akcji.
Piątek, 4 sierpnia 2006, godz. 9.10 - 9.35, trasa wylotowa z Augustowa do Suwałk, przy hotelu “Krechowiak”.
Pierwsza wizyta w Stanach mogła być jednocześnie ostatnią. Z dwóch powodów. Raz - mógłbym już nie wrócić, bo - co tu dużo mówić - spodobało mi się bardzo. Dwa - mógłbym już nie wrócić, bo tam, gdzie pojechałem ostatniego dnia - Anacostia (przedmieścia Waszyngtonu) - takich białasów jak ja “bierze sie na warsztat”. “Tough area” - powiedziała mi pasażerka metra, kiedy zapytałem o Nylor Road Station. “It’s not that I want to scare you… but it’s not very safe”. A to mailowy komentarz kolegi z Waszyngtonu: What you did was indeed truly dangerous. Just this week, an Australian tourist was mugged, amongst many others. Though, it can be exhilarating to able to make it through something like that safely! Once, I accompanied a friend to claim his car (which had been towed) in a tough area of Baltimore–in general, my stay there involved a few instances involving a bit of danger, but I lived to tell the tale…
Byłem w DC tylko 10 dni, ale wrażeń i obserwacji strasznie dużo. Może poźniej coś napiszę.
Nie znam sie na wierszach, ale trzeba przyznac, ze ten wiersz to kawał niezłej poezji. Chyba jedyny jaki pamiętam:
"Namuzowywanie"
Muzo Natchniuzo tak ci końcówkuję z niepisaniowości natreść mi ości i uzo
M.Białoszewski
Jeden z tzw. blogowych celebrities napisał o nowym dzienniku: “Tak jak po pierwszym numerze Nowego Dnia było widać, że to nietrafiony pomysł, tak po lekturze Dziennika jestem przekonany, że ten tytuł zostanie na rynku”. Zostanie na rynku, ale raczej na kioskowej ladzie niż przy inteligenckim śniadaniu, jakby sobie życzył Axel Springer. Celebrity pisze: “Dziwi mnie rezygnacja z własnych komentarzy, z własnego oblicza ideowego”, by zaraz potem dodać, że “nowy tytuł poszerzy pewnie kulejącą ostatnio debatę publiczną”. Pełna zgoda. Bez “własnego oblicza ideowego” Dziennik poszerzy “kulejącą ostatnio debatę publiczną” o całe 48 stron.
Ja bym chiał codziennie rano z przyjemnością ten dziennik przeglądać, ale nie mogę. Thumbnail na stronie internetowej wygląda dobrze. Ale gazeta trzymana w rękach już znacznie gorzej. Duże, tabloidowe zdjęcie w ramce - a la Metropol. Czcionka - a la dawna “GW”. Główny tytuł - jak mówi profesjonalista znany mi jak własny ojciec - “źle złamany, niewidoczny”. Będę czytał, śledził zmiany, będę czekał na zmiany. Będę obserwował kioskowe lady, czy nowy dziennik nadal trzyma się na rynku.
Polscy populiści utrwalili znaczenie liberalizmu jako projektu ekonomicznego, przeprowadzając fałszywy dowód, jakoby liberalny projekt był systematycznie w Polsce wdrażany, a obecny stan polskiej gospodarki i polskiego rynku pracy jest rezultatem niszczycielskiego działania tego projektu. Nieszczęście polega na tym, że to zawężone pojęcie liberalizmu jako doktryny ekonomicznej głoszonej energicznie przez Margaret Thatcher i jej polskich naśladowców zaczęło w Polsce przeważać. Szybko nabrało negatywnych konotacji i dlatego tak łatwo jest z nim teraz polemizować, przypisując całemu liberalizmowi takie cechy, jak: pogarda dla słabszych, socjaldarwinizm i rozbuchany egoizm silniejszych. Jest to oczywiste pomieszanie pojęć. Liberalizm to koncepcja wolności jednostki, którą należy chronić także przed despotyzmem społeczeństwa, przed presją społeczną i konformizmem, przed własnym rządem. (A. Walicki „Liberalizm po polsku”, GW, 11-12.02.2006)
Te pomieszane pojęcia starali się uporządkować goście V Debaty Tishnerowskiej „O liberalizmie” na Uniwersytecie Warszawskim. Fundamentem liberalizmu – mówił Prof. John Gray z Londyn School of Economics – jest umożliwienie ludziom o różnych przekonaniach, różnych wartościach życia swobodnego i nieskrępowanego. Głównym postulatem liberalizmu jest wolność jednostki. Wolność jednostki jest wartością, która warunkuje realizację innych wartości. Według Prof. Marcina Króla wolność jako warunek realizacji innych wartości jest ciągle naruszana. Państwo musi w jakimś stopniu ograniczać naszą wolność, choćby po to by zapewnić bezpieczeństwo. Gdy jednak państwo zaczyna nas wychowywać, umoralniać, dyktować wybory osobiste – zaczyna być niedobrze. Tolerować mogę niemal wszystko, jedyne ograniczenia mojej tolerancji płyną z estetyki. Ale nie życzę sobie, by ktoś w imię swoich ideałów ograniczał moją wolność. Nie dam się zmusić, by docenić inny punkt widzenia, wystarczy, bym zgadzał się na głoszenie poglądów innych niż moje.
Słowo na „l”
O obelżywości liberalizmu, tego brzydkiego słowa na „l”, mówili w trakcie debaty prof. Krzysztof Michalski i prof. John Gray. Dobrze tę obelżywość widać w Sejmie RP i polskiej polityce. Tu słowa nieparlamentarne padają często. Słowo na „l” konkurencję ma więc silną. A jednak żadne inne słowo w ustach polityków obozu rządzącego nie może się z nim równać ciężarem oskarżycielskiego tonu, siłą i zajadłością. U nas z nieskrywaną satysfakcją ciska się nim w PO, bo w końcu powiedzieć o posłach PO „liberałowie”, to jak zwrócić się do nich po nazwisku.
W słowie „liberalizm” taktycznie używanym przez koalicję Samo-PiS wobec sejmowych przeciwników raz pobrzmiewa nuta rozgoryczenia, raz oskarżenia. Rozgoryczenia, bo - jak twierdza politycy tych partii - zmarnowano 17 lat polskiej transformacji, zniszczono nadzieje Polaków i złamano im życie. Oskarżycielski, bo tej destrukcji winni są liberałowie z SLD i PO. Jest w tej taktyce retoryczny i semantyczny kunszt. Jednym niewinnym słowem - „liberalizm” - antyliberałowie uchwycili wszystkie żale, zarzuty, oskarżenia, troski i złość społeczeństwa zmęczonego, niechętnego i zirytowanego zmianami w Polsce.
Debata na Uniwersytecie Warszawskim uświadamia jak powierzchownie traktowany jest temat liberalizmu w Polsce, jak płytka i stabloidyzowana jest polityczna dyskusja, jak puste są argumenty w niej wykorzystywane.
Dorobek liberalizmu - w tym zgodni byli wszyscy uczestnicy debaty od Andrzeja Olechowskiego po Ludwika Dorna - jest dorobkiem cywilizacyjnym, dorobkiem nowoczesnego demokratycznego państwa. Co więc w tak pojętym liberalizmie może obrażać? Gdzie obelżywość liberalizmu?
Obrażać może minimalizm polskiej polityki i politycznej debaty. Obelżywa jest taka debata, w której definiuje się i nazywa przeciwnika po to, by tak zdefiniowanego i nazwanego atakować i zwalczać, celowo posługując się fałszem i uproszczeniem.