Buda, smycz i kaganiec oświaty. Biblioteki nocne.

marzec 19, 2007

Dlaczego za granicą są, a u nas nie są? Za granicą są w stanie to zorganizować. A u nas nie są. Za granicą są biblioteki całodobowe (nocne), a u nas nie są. Tam są tacy, co by korzystali, a u nas nie są? Ci, co nam niesą oświatę, ciemni są. Ściemni się tylko, już biblioteki i czytelnie zamykają. Bo koszty za duże, bo mało chętnych. To ci, co niesą kaganiec oświaty, są mało chętni. Zamiast nieść ten kaganiec i świecić nam pod nogi, zakładają nam go na głowę, trzymając w bezkosztowej, taniutkiej ciemności.

————————————-

Kaganiec ma dwa znaczenia:

1. «druciana lub skórzana plecionka, zakładana zwierzętom na pysk»

2. «koszyk żelazny lub garnek z palącym się wewnątrz ogniem, służące do oświetlania»


Masz rację?

luty 25, 2007

Protagoras był niezwykle wspaniałomyślny wobec swego zdolnego, lecz biednego ucznia Euathlusa i zaproponował mu taki oto układ: “Zapłacisz mi za naukę dopiero wówczas, gdy wygrasz swój pierwszy proces”. Po naukach u Protagorasa Euathlus imał się różnych zajęć, zarabiał dobrze, ale nigdy nie brał udziału w żadnym procesie - w ten sposób chciał zakpić ze swego nauczyciela. Wreszcie Protagoras uznał, że są to głupie żarty i zaskarżył go, myśląc przy tym: “Tak czy inaczej Euathlus wpadnie. Jeśli przegra proces, będzie musiał zastosować sie do orzeczenia sędziów i zapłacić mi; jeśli zostanie uniewinniony, będzie i tak musiał zapłacić, wygra bowiem swój pierwszy proces”. Euathlus pokazał jednak, czego nauczył sie u swego mistrza i odparł: “Nic mi nie grozi. Jeśli przegram proces, wówczas nie będę musiał zapłacić, ponieważ przegram swój pierwszy proces. Jeśli zostanę uniewinniony, wówczs zgodnie z orzeczeniem sędziów nie będę musiał płacić”.


Polska kość w rosyjskim gardle. GLOBAL 17.12.2006

grudzień 21, 2006

Kiedy w latach sowieckiej kolektywizacji władza mówiła o sukcesach, Rosja konała z głodu. Czego tylko ludzie na wsi nie jedli! - pisze W. Grossman. - Łapali myszy, łapali szczury, gady, wróble, mrówki, wykopywali robaki, zaczęli kości tłuc na mąkę, skórę, stare śmierdzące podeszwy krajali na makaron, klej wygotowywali. Pewnego razu przywieźli do przedszkola francuskiego ministra. Pyta on: “Dzieci, coście jadły na obiad?” Dzieci odpowiadają: “Rosołek z kury z pasztecikami i kotlet z ryżu” (Wasilij Grossman. Wszystko płynie. Warszawa 1990).

Dziś pasmo sukcesów rosyjskich władz trwa nadal, dzieci jedzą rosołek z kury z pasztecikami i kotlety z ryżu. Prezydent Putin osobiście dokłada starań, by mięso na rosół i na paszteciki nie stanęło rosyjskim dzieciom polską kością w gardle. Najlepsze mięso na rosół pochodzi od producentów krajowych lub niemieckich. Polskie mięso – jak pokazują rosyjskie media – cuchnie, nie spełnia rosyjskich wymogów weterynaryjnych. W tym roku popsuło się mięso bułgarskie, rumuńskie. Mięso unijne też jest niedobre. Producenci i dostawcy z większości krajów Europy Środkowej są jeszcze w rosole w podnoszeniu standardów i uzyskiwaniu rosyjskich certyfikatów.

Przeczytaj resztę tego wpisu »


Zastrzegam - przeczucie

listopad 25, 2006

Mam takie poczucie, zwłaszcza kiedy wracam, późno, ale mam to poczucie. Myślę, że to świadczy. A jak już sobie przypomnę to, co dotychczas, to jeszcze większe mam poczucie. Widzę, że to doświadczy. Przeczucie mam, że to się właściwie utrzyma. Zastrzegam - to przeczucie. Napisałbym wprost, ale zastrzegam.


Goldman Sachs Global Leaders Program 2006

listopad 23, 2006

Ruszyła kolejna edycja programu Goldman Sachs Foundation i Institute of International Education. Program oferuje stypendium 3.000 $, wyjazd do Londynu na ceremonię wręczenia nagród i szkolenie w Nowym Yorku. Aplikować mogą studenci II roku prawie wszystkich kierunków studiów, poza technicznymi. Jeśli jest w Polsce dostępny jakikolwiek prawdziwie “hollywoodzki” program stypendialny, to jest to na pewno GSGLP. Deadline na aplikacje to 13 grudnia br.

Strona Programu GSGLP 2006

PREZENTACJA PPT - GOLDMAN SACHS GLOBAL LEADERS PROGRAM 2006


Hujarska polityka

listopad 17, 2006

Radość jeszcze rozumiem, ale skąd tyle zdumienia, że taki Kononowicz kandydował w wyborach? “Folklor polityczny” - komentowały media. Jakby Kononowicz stanowił jakieś zjawisko w polskiej polityce, jakiś fenomen. Zwyczajny jest. I całkiem trzeźwo myśli: Hojarska może, a ja nie? Beger może, a ja nie mogę? I gdzie tu zjawiskowość Kononowicza? W kraju, w którym Beger jest niedoszłą sekretarz stanu, Lepper wicepremierem, a Hojarska posłanką na Sejm RP, Kononowicz nie jest zjawiskiem czy fenomenem. Jest normą. Hojarska, Beger i Lepper zdjęli swetry, założyli garnitury i żakiety. W całej Polsce Kononowicze, Hojarskie zakładają garnitury, wchodzą na salony, nabierają ogłady, zdają matury, rozpoczynają studia. Zaczynają reprezentować naród, który stworzył ich na swoje podobieństwo. Wchodzą do Sejmu, spłacają długi, wychodzą na prostą. Prości są. Swojscy. Nasi w Sejmie.

W warunkach naszej polityki zjawiskiem i szokiem (kulturowym/estetycznym) byłaby migawka z kampanii wyborczej we Francji lub Wielkiej Brytanii. Segolene Royal vs. Hojarska, Sarkozy vs. Kononowicz. Wykształciuchy z Wersalu, wyniosłe pięknisie vs. nasi w Sejmie.


Zwierzęta polityczne

listopad 12, 2006

lotJak wygląda lokalna demokracja? Wygląda zza krzaka, by ukradkiem plakat konkurencji zniszczyć, podeptać i podrzeć, ulotki rywala wyrzucić na śmietnik. Wygląda jak cieć zza winkla, by szefowi ze spółdzielni rozkleić tekturki z ulotkami. Lokalna demokracja brudzi i śmieci, zakleja i zrywa, przemyka po ciemku, zakrada się do domów. Pełno w niej zwierząt, nie ludzi. Ale głosują ludzie, nie zwierzęta.


Kampania “człowiek-to-człowiek”

listopad 11, 2006

joli bord

Mapa Sadów Żoliborskich i okolic. Bez legendy, ale bardzo pomocna przy tworzeniu własnej legendy na tym terenie.

Kilometry i tysiące schodków w nogach, mnóstwo ludzi, twarzy i słów w głowie, 1000 mieszkań, 5000 flyerów, kilkanaście posterów.

- “Choroba w domu, przepraszam.”

- “Nie mam czasu na dyskusję.”

- “Nie interesuje mnie to.”

- “Niech mi Pan nie zawraca głowy!”

- “Niech się Pan nie ośmiesza.”

- “Do widzenia!”

- “Kto?… kto?? … nie słyszę…”

- “Nie głosuję, do widzenia.”

- “…”

- “Przykro mi, nie ma rodziców…”

- “Właśnie wychodzę, nie mogę Pana przyjąć.”

- “Jestem zdecydowanie za PiSem!”

- “Nienawidzę Platformy!”

- “Nie głosuję, do widzenia.” (pół minuty później) “Proszę Pana? Ja nie głosuję, ale chciałam powiedzieć, że życzę Panu powodzenia. Do widzenia.”

- “Pan z Platformy? Zapraszamy.”

- “Może Pan wejdzie? Napije się Pan kawy?”

- “Bardzo proszę.”

- “Proszę wejść.”

- “Może chce Pan jeszcze porozmawiać z sąsiadami?”

- “Panie sąsiedzie, Pan z Platformy przyszedł…”

- “A to bardzo proszę, zapraszam.”

- “Ma Pan mój głos.”

- “Zagłosujemy na Pana.”

- “Moja opcja.”

- “Powodzenia!”

- “Już myślałam, że nikogo z Platformy nie będzie. Zasypali nas z PiSu tymi ulotkami.”

- “Kurduple!”

- “Ja już nie mogę telewizji oglądać.”


Pan władza w akcji

sierpień 7, 2006

Władza ma swoje smaczki. Dzień bez poniżenia staruszka, to dzień stracony. No i ludziom jakoś lepiej od razu, jak widzą władzę w akcji.

Piątek, 4 sierpnia 2006, godz. 9.10 - 9.35, trasa wylotowa z Augustowa do Suwałk, przy hotelu “Krechowiak”.


Tough area - Nylor Road Station

sierpień 6, 2006

Pierwsza wizyta w Stanach mogła być jednocześnie ostatnią. Z dwóch powodów. Raz - mógłbym już nie wrócić, bo - co tu dużo mówić - spodobało mi się bardzo. Dwa - mógłbym już nie wrócić, bo tam, gdzie pojechałem ostatniego dnia - Anacostia (przedmieścia Waszyngtonu) - takich białasów jak ja “bierze sie na warsztat”. “Tough area” - powiedziała mi pasażerka metra, kiedy zapytałem o Nylor Road Station. “It’s not that I want to scare you… but it’s not very safe”. A to mailowy komentarz kolegi z Waszyngtonu: What you did was indeed truly dangerous. Just this week, an Australian tourist was mugged, amongst many others. Though, it can be exhilarating to able to make it through something like that safely! Once, I accompanied a friend to claim his car (which had been towed) in a tough area of Baltimore–in general, my stay there involved a few instances involving a bit of danger, but I lived to tell the tale…

Byłem w DC tylko 10 dni, ale wrażeń i obserwacji strasznie dużo. Może poźniej coś napiszę.