

Radość jeszcze rozumiem, ale skąd tyle zdumienia, że taki Kononowicz kandydował w wyborach? “Folklor polityczny” - komentowały media. Jakby Kononowicz stanowił jakieś zjawisko w polskiej polityce, jakiś fenomen. Zwyczajny jest. I całkiem trzeźwo myśli: Hojarska może, a ja nie? Beger może, a ja nie mogę? I gdzie tu zjawiskowość Kononowicza? W kraju, w którym Beger jest niedoszłą sekretarz stanu, Lepper wicepremierem, a Hojarska posłanką na Sejm RP, Kononowicz nie jest zjawiskiem czy fenomenem. Jest normą. Hojarska, Beger i Lepper zdjęli swetry, założyli garnitury i żakiety. W całej Polsce Kononowicze, Hojarskie zakładają garnitury, wchodzą na salony, nabierają ogłady, zdają matury, rozpoczynają studia. Zaczynają reprezentować naród, który stworzył ich na swoje podobieństwo. Wchodzą do Sejmu, spłacają długi, wychodzą na prostą. Prości są. Swojscy. Nasi w Sejmie.
W warunkach naszej polityki zjawiskiem i szokiem (kulturowym/estetycznym) byłaby migawka z kampanii wyborczej we Francji lub Wielkiej Brytanii. Segolene Royal vs. Hojarska, Sarkozy vs. Kononowicz. Wykształciuchy z Wersalu, wyniosłe pięknisie vs. nasi w Sejmie.

