O obelżywości liberalizmu – GLOBAL 18.04.2006

Polscy populiści utrwalili znaczenie liberalizmu jako projektu ekonomicznego, przeprowadzając fałszywy dowód, jakoby liberalny projekt był systematycznie w Polsce wdrażany, a obecny stan polskiej gospodarki i polskiego rynku pracy jest rezultatem niszczycielskiego działania tego projektu. Nieszczęście polega na tym, że to zawężone pojęcie liberalizmu jako doktryny ekonomicznej głoszonej energicznie przez Margaret Thatcher i jej polskich naśladowców zaczęło w Polsce przeważać. Szybko nabrało negatywnych konotacji i dlatego tak łatwo jest z nim teraz polemizować, przypisując całemu liberalizmowi takie cechy, jak: pogarda dla słabszych, socjaldarwinizm i rozbuchany egoizm silniejszych. Jest to oczywiste pomieszanie pojęć. Liberalizm to koncepcja wolności jednostki, którą należy chronić także przed despotyzmem społeczeństwa, przed presją społeczną i konformizmem, przed własnym rządem. (A. Walicki „Liberalizm po polsku”, GW, 11-12.02.2006)

Te pomieszane pojęcia starali się uporządkować goście V Debaty Tishnerowskiej „O liberalizmie” na Uniwersytecie Warszawskim. Fundamentem liberalizmu – mówił Prof. John Gray z Londyn School of Economics – jest umożliwienie ludziom o różnych przekonaniach, różnych wartościach życia swobodnego i nieskrępowanego. Głównym postulatem liberalizmu jest wolność jednostki. Wolność jednostki jest wartością, która warunkuje realizację innych wartości. Według Prof. Marcina Króla wolność jako warunek realizacji innych wartości jest ciągle naruszana. Państwo musi w jakimś stopniu ograniczać naszą wolność, choćby po to by zapewnić bezpieczeństwo. Gdy jednak państwo zaczyna nas wychowywać, umoralniać, dyktować wybory osobiste – zaczyna być niedobrze. Tolerować mogę niemal wszystko, jedyne ograniczenia mojej tolerancji płyną z estetyki. Ale nie życzę sobie, by ktoś w imię swoich ideałów ograniczał moją wolność. Nie dam się zmusić, by docenić inny punkt widzenia, wystarczy, bym zgadzał się na głoszenie poglądów innych niż moje.

Słowo na „l”

O obelżywości liberalizmu, tego brzydkiego słowa na „l”, mówili w trakcie debaty prof. Krzysztof Michalski i prof. John Gray. Dobrze tę obelżywość widać w Sejmie RP i polskiej polityce. Tu słowa nieparlamentarne padają często. Słowo na „l” konkurencję ma więc silną. A jednak żadne inne słowo w ustach polityków obozu rządzącego nie może się z nim równać ciężarem oskarżycielskiego tonu, siłą i zajadłością. U nas z nieskrywaną satysfakcją ciska się nim w PO, bo w końcu powiedzieć o posłach PO „liberałowie”, to jak zwrócić się do nich po nazwisku.

W słowie „liberalizm” taktycznie używanym przez koalicję Samo-PiS wobec sejmowych przeciwników raz pobrzmiewa nuta rozgoryczenia, raz oskarżenia. Rozgoryczenia, bo – jak twierdza politycy tych partii – zmarnowano 17 lat polskiej transformacji, zniszczono nadzieje Polaków i złamano im życie. Oskarżycielski, bo tej destrukcji winni są liberałowie z SLD i PO. Jest w tej taktyce retoryczny i semantyczny kunszt. Jednym niewinnym słowem – „liberalizm” – antyliberałowie uchwycili wszystkie żale, zarzuty, oskarżenia, troski i złość społeczeństwa zmęczonego, niechętnego i zirytowanego zmianami w Polsce.

Debata na Uniwersytecie Warszawskim uświadamia jak powierzchownie traktowany jest temat liberalizmu w Polsce, jak płytka i stabloidyzowana jest polityczna dyskusja, jak puste są argumenty w niej wykorzystywane.

Dorobek liberalizmu – w tym zgodni byli wszyscy uczestnicy debaty od Andrzeja Olechowskiego po Ludwika Dorna – jest dorobkiem cywilizacyjnym, dorobkiem nowoczesnego demokratycznego państwa. Co więc w tak pojętym liberalizmie może obrażać? Gdzie obelżywość liberalizmu?

Obrażać może minimalizm polskiej polityki i politycznej debaty. Obelżywa jest taka debata, w której definiuje się i nazywa przeciwnika po to, by tak zdefiniowanego i nazwanego atakować i zwalczać, celowo posługując się fałszem i uproszczeniem.

tu znajdziesz tekst na globalu

Dodaj komentarz